07:15 || Ashton Irwin - Tłumaczenie PL

wtorek, 22 kwietnia 2014

Rozdział 1

Wzięłam głęboki oddech i ruszyłam do kuchni przygotowując się na kolejną kłótnie z moją matką.
Siedziała przy stole, a jej długie blond włosy opadały kaskadami na plecy. Moja mama i ja wyglądałyśmy bardzo podobnie. Często mi to mówiono. Według wszystkich jej przyjaciół z collegu jestem jej odbiciem  z młodszych lat. Ona też musi tak myśleć, ponieważ zawsze chce się upewnić, że jestem podobna do niej. Tak samo sukcesywna, jak ona. Moje glany uderzały o podłogę, robiąc przy tym większy hałas niż myślałam. Mama nie zauważyła mnie. Gdy weszłam, cicho jadła mrożony jogurt, czytając coś w telefonie.
- Mamo- powiedziałam
Spojrzała na mnie tylko po to, by znów wrócić wzrokiem na swoje śniadanie.
- Mamo – powtórzyłam
- O co chodzi, Danielle? – w końcu oderwała wzrok od iPhona, którego trzymała w ręce i spojrzała na mnie.
- Mogę odzyskać moje kluczyki? – spytałam spokojnie. Tym razem nie kłopotałam się, by powiedzieć jej, żeby tak do mnie nie mówiła , że z tego wyrosłam. Próbowałam wkraść się w jej łaski.
Sprawdziłam godzinę na zegarze wiszącym na ścianie. Była 7:05. To dawało mi 55 minut by dotrzeć do szkoły.
- Najpierw zaczniesz dzielić ludzi na klasy i przestaniesz wymykać się aby chodzić na dzikie imprezy.
Mrugnęła do mnie. Jej oczy powróciły na to co znajdowało się przed nią.
-To nie sprawiedliwe! Mam jeździć autobusem? W całym moim życiu nigdy nie jeździłam autobusem! -Tak było naprawdę. Tak długo jak chodziłam do szkoły nigdy nie jeździłam autobusem szkolnym i nie zamierzam.
- Przyzwyczaj się. Gdy nauczę się znowu tobie ufać, dostaniesz z powrotem klucze do twojego samochodu. -nawet nie spojrzała na mnie gdy to mówiła. Jej oczy były skupione na telefonie.
-To jest śmieszne.-prychnęłam i skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej.
-Bądź na rogu o 7:15
- A co jeśli zdecyduję się na przejażdżkę z Brooke ? Bądź z jej chłopakiem Luke'iem?- zapytałam, odnosząc się do dwóch moich najbliższych przyjaciół. Obydwoje zaoferowali mi podwózkę do szkoły, gdy okazało się, że moje kluczyki zostały skonfiskowane, ale wątpiłam, czy moja matka się na to zgodzi.
-Będę tylko trzymała dłużej kluczyki z dala od ciebie-westchnęła. Wstała z miejsca, podeszła do zlewu i odstawiła w nim swoją miskę.
-Kiedy każdy będzie się wyśmiewał ze mnie, że jestem jedyną seniorką w autobusie, to będę winiła za to ciebie!- krzyknęłam przez ramię, opuszczając szybko kuchnie.
-Twój ojciec wraca dziś wieczorem, nie spóźnij się na kolację! - to była jedyna odpowiedź jaką dostałam od mojej mamy.
Chwyciłam kurtkę i plecak z jednej z kanap znajdujących się w salonie i nie zadając sobie trudu aby się pożegnać, wyszłam z domu.
Zatrzasnęłam za sobą drzwi, ostrożnie rozglądając się dla upewnienia, czy nikt mnie nie zobaczył w drodze na przystanek autobusowy. Nie przyjaźniłam się z nikim, kto mieszkał wokół mnie, ale to nie znaczy, że nikt nie zobaczy mnie czekającej na autobus. W tej chwili moją największą obawą było to, że po szkole rozniesie się, że czekałam dziś rano na autobus. I każdego innego ranka dopóki mojej matce nie wrócą zmysły. Dotarłam na róg ulicy i oparłam się o znak autobusowy, wygładzając przy tym dół mojej kwiecistej sukienki. Sprawdziłam swój telefon. Była 7:12.
Tak jak podejrzewałam,  nie było nikogo innego na przystanku. Oczywiście, inni jeździli z rodzicami, przyjaciółmi a nawet jeździli sami. Zorientowałam się, że będę musiała sama jeździć autobusem, aż w końcu odzyskam kluczyki z powrotem,albo przynajmniej  dopóki nie znajdę sposobu aby je ukraść. Miałam być tylko ja w ciągu najbliższych kilku tygodni. Przynajmniej nikt mnie nie zobaczy.
Usłyszałam kaszel obok mnie, na co podskoczyłam zaskoczona nagłą obecnością innej osoby. Niezgrabnie spojrzałam w bok, tylko po to by zobaczyć opierającego się chłopaka o drugą stronę znaku. Nawet nie słyszałam kiedy przyszedł. Jakby pojawił się znikąd.
Miał kręcone, ciemne blond włosy, które były rozczochrane w bardzo niechlujny sposób. Jego oczy, które przypuszczam iż mają jasny kolor, były zakryte parą czarnych okularów przeciwsłonecznych. I ten chłopak był wysoki. Nie był najwyższą osobą jaką  poznałam. Chłopak Brooke – Luke, był  znacznie wyższy od niego. Nie pamiętam, abym widziała go wcześniej w tej okolicy i przez chwilę się zastanawiałam, czy uczęszcza do naszej szkoły.
Nonszalancko  wyjęłam swój telefon i sprawdziłam godzinę. Dokładnie 7:15 a autobusu wciąż nie było. Zniecierpliwienie było moim złym nawykiem. Po prostu nie byłam w stanie tego kontrolować.
- Danielle Murphy, co ty do cholery robisz na przystanku autobusowym? – spytał, a ja znów odwróciłam twarz w jego stronę. Wyciągnął  paczkę papierosów z kieszeni i zapalił jednego, wkładając go do ust.
-Dani. Dani Murphy. – poprawiłam 
Stanął przede mną i chuchnął dymem prosto w moją twarz. Zakaszlałam.
- Więc, co do diabła tu robisz? Nie masz jakiegoś dużego,  drogiego auta, które kupił Ci tatuś do szkoły? – zapytał. Jak mówił to jego papieros poruszał się w górę i w dół z każdym jego słowem.
- Kim jesteś? – skrzywiłam się
- Oczywiście, że mnie nie znasz– chłopak zadrwił i zaciągając  się  papierosem po raz kolejny.
- To Cię zabije –powiedziałam pokazując na papierosa, znajdującego się pomiędzy jego wargami.
- A myślisz, że po co je palę? – znów zadrwił wypuszczając więcej dymu w moim kierunku.
- Kim jesteś? – zapytałam ponownie będąc coraz bardziej sfrustrowaną.
- Nie musisz wiedzieć- uśmiechnął się.
- Skąd wiesz kim jestem? – zapytałam myśląc, że otworzy się bardziej odpowiadając na to pytanie.
- A kto nie wie kim jesteś? – roześmiał się. Pomimo jego irytująco niegrzecznej postawy, miał piękny uśmiech. – Jesteś Danielle Murphy.
Spojrzałam na niego. Mówiłam mu wcześniej, że nie lubię imienia Danielle.
- Przepraszam. Dani – poprawił się – Twoja mama jest odnoszącą duże sukcesy bizneswoman, a twój tata jest właścicielem ogromnej kancelarii, prawda? Mieszkasz w tym dużym domu w dole ulicy i masz wszystko podane na srebrnej tacy.
- To nie prawda – pokręciłam głową, choć wiedziałam, że to prawda. Wyglądało na to, że wszyscy w mieście wiedzą kim jestem ze względu na moich rodziców i ich sukcesy a nie ze względu na mnie samą. Byłam Danielle Murphy. Córką Charlesa i Samantha'y Murphy. Najbogatszych ludzi w mieście.
- Czekasz na autobus ponieważ twoja mama złapała ciebie i jakiegoś gościa, wymykających się z imprezy i  zabrała Ci kluczyki. – kontynuował, a ja zaczynałam bać się tego, jak dużo wie o moim życiu. Przecież pierwszy raz się zobaczyliśmy.
- Skąd wiesz to wszystko? – spytałam. Nikt, prócz Brooke i Luka, nie znał dokładnej przyczyny, dlaczego muszę jeździć autobusem. Byli oni również jedynymi osobami, które w ogóle wiedziały, że muszę nim jeździć.
Wiedziałam, że jestem popularna i miałam dużo ludzi w koło siebie, ale musiałam się upewnić, że ta część pozostanie w tajemnicy.
- Wiem dużo więcej niż myślisz- powiedział rzucając papierosa na ziemię, i przydeptał go w celu ugaszenia.
Dwie minuty później autobus zatrzymał się. Drzwi otworzyły się wpuszczając mnie i tajemniczego chłopaka do środka.




                      ~~~~~~~~~~~~~~

Przepraszam, że dopiero dodaje rozdział, ale byłam na ognisku i niedawno weszłam na tableta i szybko wstawiłam. Następny rozdział spróbuje dodać już normalnie (w ostatni dzień egzaminów) a jak znajdę wolny czas to nawet wcześniej.

Pozdrawiam xx

2 komentarze:

  1. Hehehe cześć :3 znalazłam to tłumaczenie na spisie ff i w sumie na razie naprade nie mam się do czego przyczepić ^^ fajnie tłumaczysz
    Czytam dalej :) Lexi

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajneeeee xp
    Czytam dalej :*

    OdpowiedzUsuń